Translate

czwartek, 7 listopada 2013

Dywaniki odprężają

Właśnie taka mam refleksję na temat dywaników. Nie ukrywam , ze w dużej mierze chodzi tu o moje dywaniki. Po części temat jest Wam znany pisałam o różowym dywaniki do pokoju dziewczynek, otóż ten ma sie dobrze( dywanik) trochę za sprawą proszku w różowym pudełku...Tak! Moje córki zainspirowane programem kulinarnym, który oglądałyśmy postanowiły urządzić sobie na nim ucztę, głównym daniem była pizza z ketchupem, który przez "wypadek" wtarłam się w dywan,ale ! uff udało się i dywan wciąż jak nowy po praniu ma się dobrze.
Wracając jednak do tematu odprężenie, lubię robić dywaniki, mimo, że proces tworzenia jest złożony to jednak przyjemny. Po pierwsze trzeba mieć odpowiedni materiał. Ja pozyskuje takowy na "szmatach"- dla nie wtajemniczonych robocza nazwa dla second handów. Tu pierwszy plus, trzeba się wybrać po materiał, wyszperać , a przy okazji zawsze można znaleźć cudownej urody sukienkę, lub chociaż bluzkę dla siebie- a nic tak nie poprawia humoru jak nowa szmatka w szafie, prawda?. Czasami zdarza się tak, ze materiał zakupiony musi czekać na swój moment, trzeba jeszcze dobra angielską zasłonę lub prześcieradło spruć- żeby powstał kłębek sznurka.I tu kolejna zaleta nic tak nie rozładowuje stresu jak tworzenie takiego sznurka. T kiedy widzi , ze zabieram się za "darcie"- to jego robocza nazwa dla kolejnego etapu produkcji, potrafi określić mój poziom stresu. Jeśli bowiem w ruch idą prześcieradła znaczy, ze dzieci dały w kość, ale jeśli jest to sztywna lniana kotara znaczy- to był ciężki dzień. Kiedy jednak poszarpię się z tkaniną, zła energia znajduje ujście, a i pożytek jest, bo mam gotowy sznurek na dywanik. O sam procesie szydełkowania pisać nie muszę, to już czas relaksu i odprężenia. A to efekty mojej pracy
granatowy, do łazienki?
purpurowo- bordowy, do sypialni?
biało- niebieski, do pokoju dziecięcego?
śliwkowy, do biblioteki. ?